Tomasz Strząbała to kielczanin od urodzenia. Z kieleckim zespołem odnosił takie sukcesy jak złoty medal Mistrzostw Polski juniorów w 2004 roku, czy też wygrywał dwukrotnie Mistrzostwo Polski wraz z I zespołem, a po Puchar krajowy sięgał 3-krotnie. Co sądzi o kieleckich kibicach, jakie ma plany na przyszłość, a także jak odnosi się do nazwy „Iskra” ? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w poniższym wywiadzie.

Pamięta Pan swoje początki w piłce ręcznej w Kielcach ?
Tomasz Strząbała : Tak, pierwszy raz już w wieku czterech lat pojechałem na obóz. Od zawsze szczypiorniak przewijał się w mojej rodzinie, chodziłem na mecze pierwszego zespołu.
Od razu był Pan nastawiony na karierę zawodniczą ?
TS : W zasadzie tak, choć na początku uczęszczałem na zajęcia z siatkówki w szkole nr 22, ponieważ nie było możliwości trenowania piłki ręcznej. Dopiero potem zacząłem trenować handball pod okiem trenera Wieczorka na Budowlance. Nie chciałem z początku zdradzać swojego nazwiska, żeby potem ktoś mi nie zarzucał, że to, co ewentualnie osiągnę, zawdzięczam pozycji ojca.
A co uważa Pan za przełomowy moment w młodzieńczej przygodzie ze szczypiorniakiem ?
TS : Wtedy nie było zbyt dużo hal w Kielcach, trenowaliśmy na Budowlance, Krakowskiej czy Mechaniku. W tej ostatniej mieliśmy dostępny cały parkiet. Przypomina mi się mecz juniorski, może po trzech treningach rzuciłem bramkę ze skrzydła i z koła, i być może od tej pory zacząłem notować progres.
Może przenieśmy się już do czasów, gdy był Pan trenerem drugiej drużyny Iskry na początku XXI wieku.
TS : Wtedy graliśmy w I lidze raczej po to, aby się rozwijać sportowo. Mieliśmy swoje założenia przedmeczowe i naszym głównym celem była ich realizacja. Chcieliśmy też, żeby jak najwięcej osób z tamtej drużyny wybiło się do ekip ekstraklasowych.. Wiadomo, że klub nie potrzebuje dwóch ekip w najsilniejszej klasie rozgrywkowej, dlatego też nie kwapiliśmy się do wygrania ligi, chociaż jak o tym pomyślę, to mieliśmy szansę to osiągnąć.
Podobnie jak II zespół z Płocka w zeszłym sezonie. Również przewodzili ligowej stawce, a na koniec przytrafiły im się 3-4 porażki i z awansu nici.
TS : Z tego co wiem, to odeszło od nich kilku zawodników z pierwszego składu, a ciężko jest coś ugrać mając dostępną wyłącznie samą młodzież. Z drużyną Wisły wiąże się jedno z moich wspomnień, mianowicie był taki sezon, kiedy biliśmy się z nimi w I lidze. W naftowym mieście przegraliśmy wtedy trzynastoma bramkami, za to u siebie zwyciężyliśmy czternastoma. Gospodarze pierwszego spotkania zarządzili, że odbędzie się ono o 10, dlatego też trzeba było wyjechać w środku nocy. W rewanżu mecz w Kielcach swój początek miał o 10:30.
Przez te wszystkie lata kariery zawodniczej i trenerskiej cenił Pan sobie rady ojca, prosił o podpowiedź w pewnych aspektach ?
TS : Myślę, że odegrał on ważną rolę w moich początkach na ławce, radził jak przygotować zespół do sezonu, jakie zrobić obciążenia itp. Tylko głupcy się nie uczą od ludzi doświadczonych. Podejrzewam, że nawet dziś mógłbym wyciągnąć cenne wnioski ze współpracy z moim ojcem.
No i sezon 2008/2009. Mocno się Pan ucieszył na wieść o współpracy z Bogdanem Wentą ?
TS : Wiedziałem już dużo wcześniej, że Bogdan przychodzi do Kielc. Spotkałem się z nim przed okresem przygotowawczym. Cieszę się, że postawiono na mnie i staram się odpłacać to zaufanie. Dla mnie był to spory przeskok, no bo to jest jednak przepaść, druga liga a zespół bijący się o najwyższe laury w Polsce. Zagraliśmy wtedy na turnieju w Nowych Piaskach, później z Veszprem, przegraliśmy bodajże dwoma golami, ale będąc „na styku” mieliśmy dwie szanse do wyprowadzenia kontry. Tak mniej-więcej przedstawiały się pierwsze przygotowania do sezonu w moim debiucie „na salonach”.
Z perspektywy czasu chyba Pan nie żałuje decyzji o zostaniu drugim trenerem Iskry? Dwa Mistrzostwa Polski, trzy Puchary Polski, dobre występy w Lidze Mistrzów...
TS : Tak, pierwszy najwyższy tytuł w kraju przyszedł po trudnej przeprawie z Płockiem, wtedy ważne bramki rzucił Sadowski. Nie było łatwo, ale wtedy chyba mieliśmy tu w Kielcach drużynę najbardziej ze sobą zżytą, spośród tych wszystkich niedawnych. No a jeśli mówimy o Lidze Mistrzów, to wiadomo – zupełnie inny świat. Dużo daje mi nawet takie podpatrywanie warsztatu szkoleniowego uznanych trenerów, to jest już mój czwarty rok w seniorskim zespole i jestem pewny, że dużo ten okres mi dał.
Pod jakim kątem w szczególności jest rozpatrywany transfer zawodnika ? Bo wypatrzyliście np. Bunticia czy Zormana, a przecież na ich pozycji grają setki innych graczy.
TS : Pierwszy i najważniejszy aspekt to jest przydatność do drużyny. Teraz piłkarz musi być wszechstronny, tzn. grać w ataku i obronie. To podstawowy wymóg.
A Grabarczyk i Stojković ? Oni niekoniecznie spełniają ten warunek.
TS : „Grabar” to jest „nasz człowiek”, gra w Kielcach od lat, a Rastko spokojnie dawał sobie radę na obronie w Niemczech, u nas też niekiedy występuje na „dwójce”. Trochę mu teraz nie pasuje nasz system obronny, bo lubi wychodzić do przodu, a my preferujemy raczej współpracę dwójki centralnych obrońców. Ponadto ważną cechą obecnie jest klasa zawodnika. Nie trzeba sprowadzać dużo piłkarzy, a jedynie takich, którzy podnoszą poziom.
W tym roku z zespołu odszedł Paweł Podsiadło, a więc człowiek, który był członkiem Pana złotego zespołu juniorów z 2004 roku. Chciał Pan go mimo wszystko zatrzymać tutaj trochę dłużej ?
TS : Myślę, że odejście z Kielc może wyjść z korzyścią dla Pawła. Teraz jest podstawowym zawodnikiem w niezłej lidze francuskiej, zderzył się tam z zupełnie innymi wymogami szkoleniowymi, na pewno to doświadczenie w przyszłości zaprocentuje. Uważam, że ma on przed sobą świetlaną przyszłość i z czasem będzie podstawowym zawodnikiem naszej kadry.
Widać podczas chociażby przerw czasowych, że zawodnicy z trenerem Wentą są, można powiedzieć, zakolegowani. Przykładowo zwracają się do niego po imieniu. Z Panem również mają takie przyjacielskie relacje ?
TS : Jeżeli szkoleniowiec ma szacunek i respekt, to może zejść w relacjach z podopiecznymi na bardziej koleżeński stopień. Z tym mówieniem na „ty” to można powiedzieć, ze to taka zasada, który przyszła do nas z zachodu. Na treningu Bogdan się nie patyczkuje z nikim, potrafi postawić do pionu, nie ma żadnego „kolego” i tak dalej.
Po przegranych finałach w Płocku obawiał się Pan, że może Pan stracić pracę ?
TS : Tak. Skończyło się jednak na czystkach wśród zawodników, ale gdyby „pod nóż” poszedł również sztab szkoleniowy to myślę, żebym sobie poradził.
Miał Pan propozycje z innych klubów Superligi ?
TS : Tak i myślę, że poprowadzenie samemu jakiegoś zespołu jest nieuniknione. Na razie wszystko rozbijało się już w zarodku, póki co jeszcze moje dzieci są za małe na przeprowadzkę, ale uważam, że powoli nadchodzi czas „powstania” na własne nogi.
Często w trakcie meczu udzielają się Panu emocje ?
TS : Różnie, zależy to na pewno od stawki meczu, oprawy i wielu innych czynników. Trener musi reagować niekiedy ekspresywnie, by chociaż „wymusić” decyzję na sędziach. Jak arbiter jest poddany „presji ławki”, to proszę mi wierzyć, te 2-3 sporne sytuacje w meczu zostaną rozstrzygnięte na naszą korzyść. W Hali Legionów przyjęła się zasada, że oklaskujemy naszych rywali, przyjmujemy ich po przyjacielsku, ale nawet na meczu z Fuchse Berlin, Paweł Papaj mówił, że w LM nie mamy przyjaciół, trzeba od początku zgotować im piekło i pokazać, kto jest gospodarzem. Zapewniam, że to wiele daje drużynie w trakcie zawodów. Część widowni u nas siedzi tak, jakby byli w kinie, a gdyby naprawdę cała hala się scaliła, to by było o wiele fajniej.
Przechodząc do aspektu kibicowskiego, przeszkadzają Panu wachlarze podczas meczów rozgrywanych w Kielcach, czy raczej uważa Pan, że to pomocny „wynalazek” ? Bo z punktu widzenia człowieka, który śpiewa na Młynie są one bardzo denerwujące i nas zagłuszają.
TS : Powiem szczerze, że ja podczas rozgrywki wyłączam się i mało do mnie dochodzi okrzyków z trybun. Niekiedy jednak nawet ciężko jest się ze sobą porozumieć dzięki temu, że taki tumult panuje w Hali Legionów.
Jadąc na mecze wyjazdowe zadajecie sobie pytania na temat liczby kibiców na terenie rywala ?
TS : Tak, zawsze to jest dla nas wsparcie i jesteśmy ciekawi, czy fani będą nas wspierać również daleko od Kielc. Niektóre hale są senne, fajnie to wygląda np. w Puławach gdzie wśród ciszy nagle wchodzą nasi kibice z głośnymi okrzykami. Proszę mi wierzyć, że to na serio motywuje i daje chęć do ciężkiej pracy.
Pan świetnie się czuje wśród nas. To zasługa tylko tego, że jest Pan rodowitym Scyzorykiem ?
TS : Mam wielu przyjaciół wśród kibiców, dużo z nich mieszka na Chęcińskiej, a więc tam, gdzie spędziłem sporo lat swojego życia.
Wracając do Pańskich młodzieńczych lat, przeczytałem gdzieś, ze gdyby nie szczypiorniak, to służyłby Pan w Legii Cudzoziemskiej.
TS : Jak byłem w wojsku w Elblągu to mieliśmy szkolenia pod Paryżem, spodobało mi się, ale moja mama chyba by się zapłakała.
Znalazłem też informację o tym, że chciałby Pan spłynąć gondolą po Amazonce.
TS : Nie ma mowy ! Ja się panicznie boję węży a tam, gdzie one, można powiedzieć, fruwają w powietrzu, chyba bym umarł na zawał. (śmiech)
Wracając do kibiców – dyskutujecie w szatni na temat opraw, jakie niejednokrotnie prezentowali fani ?
TS : Nie wiem co sądzą na ten temat zawodnicy, ale mi bardzo podobała się ta z finału „Dzikiej Karty” i wizerunek Karola Bieleckiego.
Ma Pan jakąś przygodę, anegdotkę związaną z kibicami ?
TS : Kiedyś wychodząc po meczu z hali na Krakowskiej, jeden z moich przyjaciół, zagorzały kibic, był „mocno zmęczony”, a że było niedługo po wypadku, który przeżyliście wracając z Płocka i miał na sobie prawie wszędzie gips, musiałem jakoś go przetransportować do domu. Waży on jednak grubo ponad 100 kg, dlatego też było mi dosyć ciężko, a będąc już pod blokiem wypadł mi z rąk i nie mogłem sobie poradzić. Nie dali rady też najwięksi „pakerzy” na osiedlu, czym tak mnie rozzłościli, że w chwili wsadziłem go na siebie i odniosłem do mieszkania. (śmiech) Nie będę się rozwodził na temat tego pana, on jak to przeczyta, z pewnością się domyśli.
Teraz jedno z najważniejszych pytań dla fanów – jak Pan się odnosi do nazwy „Iskra” ?
TS : Iskra to jest tradycja. Inne nazwy są stwarzane na potrzeby marketingu, zresztą nawet Iskra to przecież nazwa firmy. Stąd się wywodzi historia klubu i kibice zawsze będą o tym pamiętali, ja zresztą również. Klub się nazywał różnie : Lider Market, Kolporter, Tęcza, a mimo to w pamięci przetrwała Iskra. W tej chwili nazwa brzmi Vive Targi, ale fani szanują tradycję i identyfikują zespół z dawną nazwą. Trzeba to jakoś pogodzić.
Już tak na koniec – ma Pan jakieś przesłanie do kibiców prosto z szatni ?
TS : Przede wszystkim chcę podziękować i prosić o jeszcze większe wsparcie w kolejnych meczach !

Zobacz również ! -> Edward Strząbała - Pamiętaj skąd się wywodzisz
| LP | DRUŻYNA | MECZ | PKT |
|---|---|---|---|
| 1. | Iskra Kielce | 22 | 42 |
| 2. | Wisła Płock | 22 | 34 |
| 3. | MMTS Kwidzyn | 22 | 30 |
| 4. | Stal Mielec | 22 | 29 |
| 5. | Wisła Puławy | 22 | 24 |
| 6. | Pogoń Zabrze | 22 | 22 |
| 7. | Chrobry Głogów | 22 | 19 |
| 8. | Miedź Legnica | 22 | 14 |
| 9. | Nielba Wągrowiec | 22 | 14 |
| 10. | Zagłębie Lubin | 22 | 14 |
| 11. | Warmia Olsztyn | 22 | 14 |
| 12. | Jurand Ciechanów | 22 | 10 |
| LP | DRUŻYNA | MECZ | PKT |
|---|---|---|---|
| 1. | BM Atletico Madr | 10 | 16 |
| 2. | MKB Veszprém KC | 10 | 12 |
| 3. | KS Iskra Kielce | 10 | 11 |
| 4. | Füchse Berlin | 10 | 11 |
| 5. | Chekhovskie Medv | 10 | 10 |
| 6. | Bjerringbro-Silk | 10 | 0 |
Komentarze
P O G O D Z I Ć !!!!!!!!!!